Tags

Related Posts

Share This

Dobry piesek

Chyba niewiele jest osób, które mogłyby powiedzieć, że uwielbiają swoją teściową. Można by powiedzieć, iż zła prasa, jaką „cieszą się” teściowe przeszła już do legendy, gdyby nie fakt, że te legendy nie wzięły się znikąd. Gdzieś na świecie musi, czy też raczej musiał, istnieć pierwowzór zaczerpnięty do pierwszego kawału o teściowej. Z jednej strony jest to bardzo smutna myśl, bo chyba nikt nie chciałby na swej drodze spotkać takiego osobnika, a z drugiej to myśl bardzo ciekawa. Choć zapewne nie dla tego biedaka, który miał tę wątpliwą przyjemność współistnieć z owym egzemplarzem, pierwowzorem teściowej z kawałów.

Dowcipy o teściowych to swego rodzaju rekompensata za lata udręki z mamusią wybranki, która wszystko musi wiedzieć najlepiej i we wszystkim jest najlepsza, najlepiej gotuje, a przy tym z całą pewnością najlepiej orientuje się, czego nasza małżonka potrzebuje od męża w TYCH sprawach. Istny koszmar.

Jasna sprawa, należy zachować obiektywizm i oddać sprawiedliwość teściowym, że nie wszystkie są zrzędliwe i najlepsze we wszystkim. Nie każda z nich nadaje się do tego, by figurować w dowcipach. A te bywają naprawdę dosadne oraz niewybredne.

Jednym z łagodniejszych jest ten o mężczyźnie który przyszedł do weterynarza ze swoim psem, jamnikiem, aby weterynarz uciął mu ogon. Lekarz mocno się zdziwił, bo jamnikom się ogonów nie ucina i nie rozumie, dlaczego klient tego od niego oczekuje, dlatego dopytuje co się dzieje, co jest powodem tak kuriozalnej decyzji. Mężczyzna z początku nie chce zdradzić swojej motywacji, jednak w końcu ulega i na kolejną prośbę o podanie powodu odpowiada, że za dwa dni przyjeżdża do niego teściowa i nie życzy sobie w domu żadnych oznak radości.

Cóż, można współczuć jamnikowi.

Innym, również mniej wybrednym jest ten o mężczyźnie, który próbuje od szefa uzyskać dzień wolny z powodu odwiedzin teściowej. Szef oczywiście takiego błahego powodu nieobecności nie chce przyjąć od swojego pracownika, dlatego też udziela mu decyzji odmownej, na co ów pracownik reaguje bardzo żywiołowo i bardzo się cieszy, a także ściska prezesowi rękę mówiąc, iż zawsze wiedział, że z niego to jest jednak dobry człowiek.

My jednak skupimy się dzisiaj na innym dowcipie. Z jednej strony jest on dość smutny, z drugiej zabawny, ale tylko i włącznie pod warunkiem, że ktoś lubi czarny humor.

Otóż, rzecz się dzieje na pogrzebie. W kondukcie żałobnym idzie całe mnóstwo mężczyzn w czarnych garniturach, zaś na przedzie konduktu żałobnego idzie zięć wraz z żoną, a na smyczy prowadzi psa, rasy amstaf. Cała rodzina zmarłej kobiety jest zapłakana. Tylko zięć nie wydaje się poruszony. Podobnie, jak zgraja mężczyzn tuż za nim. Całej sytuacji przygląda się zdumiony kościelny, który pierwszy raz jest świadkiem tak nietypowej sytuacji. Podchodzi więc do ostatniej osoby w kondukcie i pyta:

– Panie, o co tu chodzi? Kogo tu chowają, że tyle ludzi się zeszło?

– Teściową tego człowieka z psem na przedzie.

– Oj to smutne, a co jej się stało?

– Pogryzł ją śmiertelnie pies należący do zięcia.

Kościelny na chwilę się zamyślił, po czym powiedział do swego rozmówcy:

– Kurczę, moja teściowa to też niezłe bydle, przydałby mi się taki dobry piesek.

Na co żałobnik odpowiada:

– No to ustaw się pan za mną w kolejce.

I na tym dowcip się kończy. W pewnych kręgach może zostać uznany za niesmaczny i nie na miejscu, niemniej jednak tego, iż doskonale obrazuje stereotypowe relacje pomiędzy teściowymi a zięciami nie można mu odmówić.

Dzisiejsze rozwinięcie dowcipu wcale nie będzie długie, ponieważ miejmy na uwadze dwie rzeczy.

Po pierwsze to, iż cała akcja dzieje się na pogrzebie, a kondukt żałobny właśnie zmierza na miejsce spoczynku zmarłej teściowej, więc akcja nie może trwać w nieskończoność. A po drugie to, iż tego dowcipu nie opowiemy raczej na rodzinnym obiedzie u naszych teściów (chyba, że teściowi, na osobności, żeby mamusia nie słyszała), lecz osobom, które preferują tego typu żarty, a im nie trzeba będzie tego dowcipu tłumaczyć. Niemniej można mu jeszcze dodać pikanterii, na przykład dodając coś takiego:

Na to kościelny zmartwił się nieco i lekko przygaszonym głosem zapytał:

– No to na kiedy piesek ma wolne terminy?

Na co rozmówca odparł:

– Nie wiem dokładnie proszę pana, ale ja mam miejsce zaklepane na przyszły rok.

To co prawda jeszcze mocniej pokazuje skalę zjawiska i może jeszcze bardziej oburzyć, ale pamiętajmy i złotej zasadzie opowiadania dowcipów: oprócz sposobu ich opowiadania oraz tematyki, ważne jest również grono odbiorców, z którym chcemy się swoim żartem podzielić.

Na dzisiaj dziękuję za uwagę, zapraszam ponownie i mam nadzieję, że Wasze teściowe to naprawdę dobre kobiety, o których aż wstyd opowiadać takie rzeczy. :-)