Tags

Related Posts

Share This

Bad hair day

Każdemu zdarzają się wpadki, nazwijmy to, „wizerunkowe”. Wiadomo, że w przypadku gwiazd, czy celebrytów, rozejdą się szerokim echem i będą komentowane przez tabloidy. W przypadku nas, szarych ludzi skończy się najwyżej na byciu wyśmianym przez przechodniów na ulicy. Tak właśnie ostatnio zdarzyło się mnie. Uznałam, że sklepowe szampony są chemiczne i mają mało właściwości, więc wedle receptur z internetu próbowałam zrobić własny naturalny szampon.

Rano, przed pójściem do pracy umyłam nim włosy (ryzykant – bez żadnej próby), później zamiast zwyczajnej odżywki, wtarłam w końce trochę oliwy z oliwek – natura pełną gębą, a co! Problem, w tym, że ciężka, szklana butelka przechyliła mi się za bardzo…  Mimo wielu płukań, tłuszcz nie schodził, czas leciał nieubłaganie,a ja musiałam wyjść. Można sobie wyobrazić, jak wyglądają włosy po oliwie – mimo suszenia, tapirowania, suchego szamponu były jak wysmarowane masłem. Co miałam zrobić? Związałam je w okropny koczek, przykryłam kapeluszem i liczyłam, że nikt nie zobaczy. Zobaczył mój szef. Zamiast bad hair day powinnam to nazwać dniem wstydu.

Po tej przygodnie, odpuściłam sobie domowe eksperymenty i zaczęłam kupować profesjonalne kosmetyki do włosów, które są lepsze niż sklepowe, a jednocześnie nie narażają na kontakty z oliwą.

Ku przestrodze!